Chanuka

chanuka

Nes godol haja szam — „Zdarzył się tam wielki cud”. Ten wielki cud wydarzył się w Świątyni Jerozolimskiej w 165 r. p.n.e. Były to ciężkie dla Żydów czasy. Cierpieli prześladowania z rąk króla syryj­skiego Antiocha IV Epifanesa, który pragnął pozbawić ich wiary. Za­kazał czytania Tory i życia wedle praw bożych. Zajął Jerozolimę i usta­wił w Świątyni posąg Jupitera, a na ołtarzu składał ofiary ze świń.

W pobliżu Jerozolimy, w niewielkim miasteczku Modin mieszkał kapłan i pięciu jego synów. Kapłanem tym był Matatias z rodziny Hasmoneuszy. Zgromadzili oni wokół siebie garstkę walecznych i udali się w góry, by przygotować powstanie przeciwko wojskom Antiocha. Po śmierci Matatiasa dowódcą żydowskiego ruchu oporu został jego trzeci syn, Juda, zwany dla swej niezwykłej siły i odwagi Machabeuszem (makabi to po hebrajsku młot). Imię to przeszło również na je­go braci. Juda Machabeusz był niezwykłym przywódcą i pod jego wo­dzą Żydzi odnieśli wiele zwycięstw. Decydujące starcie miało miejsce pod Emaus. Naprzeciw niewielkiej grupy Machabeuszy stanęła armia licząca 40000 piechurów i 7000 konnych. Pomimo miażdżącej przewagi wroga, Juda wygrał batalię dzięki sprytowi i przebiegłości. Następnego roku Antioch wysłał jeszcze potężniejszą armię liczącą 60000 pieszych i 5000 konnych do walki z Machabeuszami.

I znowu mniejsze siły zwyciężyły. Po tym starciu Lysiasz, dumny wódz wrogiej armii, widząc, że Żydzi raczej umrą, niż zgodzą się na życie bez wiary, wycofał resz­tę swej armii. Sam król Antioch nie zniósł hańby tej porażki i rzucił się do morza. Juda Machabeusz odbił Jerozolimę i 25. dnia miesiąca kislew w 165 r. p.n.e. ponow­nie wyświęcił Świątynię i przywrócił w nim modły i nabożeństwa. W Świątyni zna­leziono jednak tylko jedno naczynie z czystą oliwą, niezbędną do podtrzymywania wiecznego ognia w menorach. Pomimo to zapalono świeczniki i wówczas zdarzył się cud. Oliwy było zaledwie na dzień, a światło płonęło przez osiem dni, akurat tyle czasu, by Żydzi zdołali wytłoczyć świeżą oliwę.

Dla upamiętnienia owego cudu święto Chanuka (co oznacza „poświęcenie”) by­wa również zwane świętem światła. Obchodzi się je corocznie 25. dnia miesiąca ki­slew. Każdego kolejnego świątecznego dnia, a jest ich osiem, w specjalnym chanukowym świeczniku zapala się o jedną więcej lampkę. Symbolizuje ona kolejny dzień palenia się cudownego światła w Świątyni Jerozolimskiej. Gdy tylko na niebie po­jawia się pierwsza gwiazda, cała rodzina gromadzi się wokół świecznika, by wziąć udział w chanukowym obrzędzie. Przed zapaleniem świateł wypowiadane jest na­stępujące błogosławieństwo: „Bądź błogosławiony Jehowo, Boże nasz, Królu Wszechświata, który uświęciłeś nas swymi przykazaniami i poleciłeś nam zapalać światła na Chanukę”. Pierwsza zapalona świeca umieszczana jest po prawej stronie świeczni­ka. Każdego następnego świątecznego dnia dodawana jest kolejna świeca, ale jako pierwsza zapalana jest zawsze ta z pierwszego dnia. Wielkość cudu podkreślana jest każdą kolejną świecą. Chanukowych świec nie zapala się jednej od drugiej, do tego celu służy specjalna dziewiąta świeca, zwana szames. Za każdym razem wypo­wiadane są następujące słowa: „Są to święte światła, nie możemy korzystać z nich, tylko wpatrywać się w nie i składać dzięki Imieniu za cuda i pomoc”. Chanukowe światła są tak samo drogie sercom współczesnych Żydów jak światła menory w Świątyni.

Wpatrując się w ich ciepły, migoczący płomień, również oni uczestniczą w cudzie i dziękują Bogu na wszystkie cuda, jakie dotąd dla nich uczynił. Inaczej niż w pozo­stałe święta, podczas Chanuki nie zabrania się pracować. Nie wolno jednak praco­wać, gdy palą się chanukowe światła, wszyscy mają odpoczywać, tak jak Machabeusze odpoczywali po pokonaniu swych wrogów. Pierwsze litery słowa „chanuka” oznaczają „oni odpoczywali”. Po zapaleniu chanukowych świateł śpiewa się dobrze znany utwór Ma’oz cur, który opiewa wyzwolenie z niewoli egipskiej, wygnanie ba­bilońskie, zdradę Hamana, a wreszcie wielkie zwycięstwo Machabeuszy nad Gre­kami i cud, jaki wówczas się zdarzył w Świątyni.

Chanuka to pora rodzinnych i przyjacielskich spotkań, wspólnej radości ze wspo­mnień przeszłości i nadziei na przyszłość. Nie wolno pościć ani wspominać zmar­łych. Ludzie są szczęśliwi, życzliwi sobie nawzajem, składają sobie wizyty, wydają przyjęcia dla przyjaciół. Najbardziej jednak cieszą się na te święta dzieci, bowiem każdego świątecznego wieczoru dostają prezenty, a dorośli czytają im bajki i opo­wieści biblijne, szczególnie apokryficzną opowieść o Machabeuszach. Chanukowe prezenty wywodzą się z dawnego zwyczaju zwanego w jidysz chanuka gelt. Dzie­ciom daje się także pieniądze dla nauczycieli w szkole (chederze). Tradycji tej prze­strzega się i dziś, chociaż obecnie otrzymane pieniądze dzieci wydają na własne przyjemności. Przez całe osiem dni nikt nie zmusza dzieci do nauki, mogą się tylko bawić. Najchętniej grają w drejdł (po hebrajsku sawiwon), typową dla tego święta grę. Nazwa oznacza bączek, ale nie jest to zwykły bączek. Wyryte są na nim hebraj­skie litery nun, gimel, he i szin — stanowiące akronim sentencji Nes gadol haja szam („Zdarzył się tam wielki cud”). Od tychże liter zaczynają się w jidysz słowa: nem, gib, halb i sztell, które oznaczają: „bierzesz”, „dajesz”, „połowa” i „dokładasz”, a w tym wypadku stanowią instrukcję do gry.

Chanuka, jak każde żydowskie święto, ma swoje typowe dania, a je się dużo i do­brze. Na chanukowym stole muszą znaleźć się potrawy smażone na oleju, by przy­pominać wiernym o cudownym oleju w Świątyni. Ulubionym daniem są pączki i placki kartoflane (latkes).

Podaje się też dania z sera, co ma przypominać inne wielkie wydarzenie z daw­nych czasów. Przyrządza się je na pamiątkę pięknej Judyty, która była przedmiotem pożądania Holofernesa, wodza wojsk Nabuchodonozora. Judyta była nie tylko pięk­na, ale też dzielna. Podała Holofernesowi do jedzenia solony ser, a potem gasiła je­go pragnienie wieloma czarami wina, kiedy wódz zapadł w głęboki sen, wówczas ucięła mu głowę. Głowę zawiozła do Jerozolimy i pokazała syryjskim wojskom. Przerażeni losem swego wodza żołnierze uciekli z miasta.


Cynowy drejdł, którego kupiłem przed świętami Chanuki, miał wyryte cztery hebrajskie litery na każdym z boków: nun, gimel, he i szin. Ojciec uważał, że litery te były początkiem słów, które znaczyły: „I zdarzył się tam wielki cud” – nawią­zanie do wojny Machabeuszy z Grekami w 170 roku p.n.e. i zwycięstwa Machabeuszy. To właśnie na cześć tego zwycię­stwa oraz oczyszczenia Świątyni Pańskiej w Jerozolimie z po­sągów pogańskich bożków świętuje się Chanukę. Ale dla nas, dzieci, gimel oznaczał zwycięstwo, nun przegraną, poło­wiczne zwycięstwo, a szin kolejną szansę dla gracza. Mosze i ja traktowaliśmy tę grę poważnie, ale Joszua i Hindełe grali jedynie dla dotrzymania nam towarzystwa. Zawsze pozwalali nam, najmłodszym, wygrywać.Jeśli o mnie chodzi, interesowałem się zarówno grą, jak i rozmową dorosłych. Joszua, jakby czytając w moich my­ślach, spytał:-     Dlaczego Bóg czynił cuda w zamierzchłych czasach, a nie
czyni ich teraz?-     Co ty mówisz, mój synu? Bóg czyni cuda we wszystkich
pokoleniach, nawet jeśli nie zawsze jesteśmy ich świadomi.
Zwłaszcza Chanuka jest okresem cudów. Moja babka Hin­dełe – ty, moja córko, nosisz jej imię – opowiedziała mi na­stępującą historię. We wsi Tyszowice mieszkał chłopiec o imieniu Cadok. Był on cudownym dzieckiem. Kiedy miał trzy lata, już umiał czytać Biblię. W wieku pięciu lat studio­wał Talmud. Miał bardzo dobre serce, tak dla ludzi, jak i dla zwierząt. W domu, w którym mieszkała jego rodzina, żyła mysz i codziennie mały Cadok kładł kawałeczek sera przy dziurze w ścianie, gdzie ukrywało się to stworzenie. Wieczo­rem stawiał tam spodek z mlekiem. Pewnego dnia – a było to akurat w trzeci dzień święta Chanuki – mały Cadok usłyszał, jak sąsiad opowiadał o chorym krawcu, który był tak biedny, że nie było go stać na kupno drewna na opał, aby ogrzać cha­tę. Mały Cadok wiedział, że w lesie nieopodal wioski było pełno połamanych gałęzi, które można było zbierać za darmo. Zdecydował, że zbierze tyle drewna, ile może unieść, i zanie­sie choremu. Chłopiec tak bardzo chciał pomóc, że natych­miast udał się do lasu, nie mówiąc matce, dokąd idzie.

I. B. SINGER, Wieczór chanukowy w moim domu
tłum. Dorota Bogutyn